Z ORANŻADĄ W PROSZKU NA JĘZYKACH, spotkanie drugie

W wielu swoich wypowiedziach literackich Günter Grass wspominał czas dzieciństwa w przedwojennym Danzigu i poszukiwał śladów swojej tożsamości w powojennym Gdańsku za pomocą zmysłów. Spacerując przez miasto z bohaterami Grassa, lub z nim samym, słyszymy krzyk nadlatujących mew, stukot przejeżdżającego tramwaju, religijny śpiew lub szept modlitewny dobiegający zza grubych gotyckich murów kościelnych, kuranty z wieży ratusza, plusk morskich fal. Konkretne miejsca czy sytuacje uruchamiają specyficzne wspomnienia zmysłowe, takie jak smak oranżady w proszku na języku, regularnie przywoływany przez Grassa jako symbol dzieciństwa. Stęchlizna gdańskich podziemi, woń płynącego zarówno nad jak i pod ziemią kanału Raduni, zapach pietruszki, grzybów i kwiatów sprzedawanych na hali targowej, unoszący się kurz posadzek kościelnych, ciepło starych wypalonych licznymi pożarami cegieł, dotyk kawałka bursztynu, w którym zawarte są wszystkie wspomnienia i opowieści wszechczasów, składają się na wielozmysłowe doświadczenie historii i teraźniejszości przestrzeni, w której żyjemy.

Uznany fiński architekt Juhani Pallasmaa w swoich inspirujących książkach „Oczy skóry” i „Myśląca dłoń” poświęca wiele uwagi zmysłowemu odbiorowi miasta. Jego rozważania koncentrują się wokół cielesnego doświadczania otoczenia, sprzyjającemu ponownemu scaleniu wszystkich pięciu zmysłów odseparowanych od siebie w dużej mierze przez panującą kulturę technologiczną. Smak jest utożsamiany z powrotem do archaicznych początków świata. Zapachy są w stanie przywołać najbardziej odległe wspomnienia. Dotyk łączy nas z czasem i tradycją, wszak ileż to pokoleń ujmowało w dłonie tę samą klamkę wchodząc na przykład do kościoła Najświętszej Marii Panny w Gdańsku? Ciało człowieka jest miarą miasta – nogi odmierzają odległości, skóra wyczuwa fakturę i temperaturę powierzchni otaczających nas zabudowań. Dźwięki zaś określają przestrzeń, w której nas osadzają. Pallasmaa nie tylko zachęca czytelnika do czerpania przyjemności z wszystkich bodźców, na działanie których jest wystawiony podczas przechadzki przez miasto. Podkreśla także, że sensoryczność jako dominanta odbioru rzeczywistości, scala ciało człowieka z tkanką miasta, w którym żyje, redukując poczucie wyobcowania i osamotnienia. „Mieszkam w mieście, a miasto mieszka we mnie”, pisze Pallasmaa, dowodząc, że to właśnie architektura i sztuka są dziedzinami, które aktywizują i jednoczą doświadczenia zmysłowe, łączące człowieka z otaczającym go światem, porządkując jego byt. Ta intymna i bezpośrednia wielozmysłowa interakcja pomiędzy człowiekiem a miastem, doświadczanym przez oko, ucho, nos, język, skórę, mięśnie, wydaje się być sednem egzystencji ludzkiej, zakodowanej w otaczających go budynkach, będących dziełem pokoleń jego poprzedników. W nich właśnie zapisane są pamięć i historia, w których jesteśmy zakorzenieni, na fundamencie których budujemy swoją tożsamość zbiorową i indywidualną. Miasto jest gwarantem ciągłości historii i kultury. A zatem „z oczami na koniuszkach palców” (jak mawiał fiński projektant Tapio Wirkkala) oraz ze wspomnieniem smaku oranżady w proszku na językach wyruszamy w miasto, aby je doświadczyć, zrozumieć, poczuć, przyswoić i zapamiętać na nowo.

zdjęcia: Izabela Uhlenberg